Bezhasztagu

Oaza komfortu cz. 1

Jeśli fotel jest wygodny, a pokój przytulny, trzaskanie drzwiami nie ma sensu. Bo skoro czujemy się dobrze i skoro miejsce wpływa na nas korzystnie, podejmowanie ryzykownych decyzji nie jest nikomu do szczęścia potrzebne. No, chyba, że wewnętrzny głos, mimo zamkniętych na cztery spusty drzwi, zaczyna dobijać się oknami.

Strefa komfortu to azyl pełen spokoju, dobrego żarcia i wewnętrznej równowagi. Jest wygodnie, miło i przyjemnie, a strach nie pojawia się nawet w sennych koszmarach. Bez zmian, planów i większych oczekiwań da się przecież dość długo funkcjonować, co więcej, da się nawet cieszyć z beztroskiego „tu i teraz”. Biorąc pod uwagę fakt, że poczucie bezpieczeństwa i lęk przed nieznanym to świetni manipulatorzy, siedzieć bez ruchu można naprawdę długo. Doskonale znam ten stan, bo sama, z popcornem na kolanach i coca-colą w ręce, konkretnie się zasiedziałam i zadomowiłam. Było mi dobrze, nikt niczego ode mnie nie wymagał, terminy w pracy nie wywoływały palpitacji serca, pełen luz. W ten oto sposób moje marzenia pozostawały niespełnione, a właściwe ścieżki nieodkryte. A szkoda, bo czasem jeden krok, jedno szarpnięcie klamki, dzieli nas od drogi, którą powinniśmy podążać. 

Spacer

Bez ryzyka nie ma zabawy, a dobra impreza przyda się czasem każdemu. Człowiek potrzebuje nowych wrażeń, nowych twarzy wokół i samorozwoju. Prawdą jest, że strach dobrym doradcą nie jest i pochopne decyzje okazują się zazwyczaj jedną, wielką wtopą. Tylko że krok, właściwy czy bezsensowny, to wciąż krok, a nieudany start nie oznacza niedotarcia do mety. To właśnie niepowodzenia i porażki okazują się po czasie najlepszymi nauczycielami. To one uczą nas pokory. To one dają nam siłę, która pcha nas do przodu. Przeprawa przez ciemny las do przyjemnych nie należy, czasem jednak trzeba wpaść w błoto, czy trafić na burzę z ulewą, żeby dostrzec promyki słońca między drzewami. To właśnie dzięki sztormom uczymy się pływać, wiemy, jak utrzymać się na powierzchni. To dzięki nocy doceniamy dzień. Gdyby nie kilka dróg „nie do przejścia” i sytuacji bez wyjścia, szacunek i ciężka praca zniknęły z powierzchni Ziemi raz na zawsze. A przecież bez podstawowej wiedzy i życiowych wartości „nieodkryte” nie zostałoby odnalezione, a „właściwe” docenione, prawda?

 

fot. Marta Rykała

Na krawędzi

Czasem, wbrew obawom i nieprzychylnym ludziom, trzeba wystawić głowę za drzwi. Można się tylko rozejrzeć, złapać trochę świeżego powietrza. Można też przestać cackać się ze samym sobą. Wygoda ułatwia nam życie, ale niekoniecznie zmienia je na lepsze. Strefa komfortu każdemu z nas jest potrzebna, ale czas przebywania powinien być dokładnie określony, a nawet ograniczony. Przyzwyczajamy się do komfortu, zapominając, co jest dla nas ważne i o co jeszcze do niedawna chcieliśmy walczyć. Jest dobrze i tyle. Jest dobrze, ale przecież zawsze może być lepiej! Wystarczy jedna decyzja, szybka akcja, żeby udowodnić samemu sobie, że nie tylko „chcę”, ale po prostu „mogę”, bo granice wystarczy przeskoczyć i już, po krzyku. I nagle, po pierwszych, niepewnych krokach, okazuje się, że po drugiej stronie lęku i ryzyka też można wygodnie usiąść i znaleźć przytulny pokój. Z jedną różnicą. Poza strefą komfortu czekają na nas lepsze widoki na… Na życie i stworzoną przez nas przyszłość.

 

 

fot. Marta Rykała

 

Za 30 dni moja strefa komfortu pozostanie tylko przyjemnym wspomnieniem. A Ty? Jakie masz plany na dziś?

 

 

 

 

 

/ / / /

    you may like this post